Obudziłam się przytulona w tego bałwana. Zaraz, zaraz co ?
-Eeeee-krzyknęłam i wyrwałam się z objęć Louis'a.
-Co tak wrzeszczysz ?-zapytała Nina.
-Czy ty widziałaś jak ja spałam ? Przytulona w to..w to..w to coś, o tam-powiedział i pokazałam palcem na śpiącego Louie'go.
-Wiesz, gdybyś ty widziała jak ty w nocy go przytulałaś-roześmiała się przyjaciółka.
-Dlaczego mnie od niego nie oderwałaś ?-zapytałam oburzona.
-No wiesz tak słodko spaliście.-zrobiła niewinną minę. Cała Nina. Trudno muszę pogodzić się z tym faktem, że się koło niego obudziłam. Może nie jest aż taki zły ? Jest całkiem przystojny, tak szczerze mówiąc. O matko o czym ja myślę ? Kanalia ładna ? Chyba mnie pogięło. Weszłam po schodach do pokoju, ubrałam się w to, zrobiłam delikatny makijaż i uczesałam się w długiego kłosa sięgającego mi do pasa. Kocham moje piękne kudełki. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie, składające się płatków i mleka. O nie. Dzisiaj przyjeżdża ciotka z tymi idiotkami.
-Harry, o której przyjeżdża ciotka ?-zapytałam.
-Za jakąś godzinę.- o matko. Za godzinę ? Wcześniej nie było można ?Jaka ona jest głupia. Nie pomyślała nawet, że nikt jej tu nie chce. Kiedy zjadłam weszłam do salonu gdzie siedziała Lexi ?
-Cześć Sam. Miło mi cię widzieć.-przywitała się.
-Co ty tu do jasnej cholery robisz, przecież miałaś być za godzinę.-krzyknęłam.
-Nie. To mama miała być za godzinę, ja i Oli już jesteśmy.-powiedziała i do salonu weszła Olivia.
-Oo cześć Sami.
-Taa cześć.
-A tak właściwie to z kim mieszka Olivia ? -zapytałam.
-Z ciocią.-odpowiedział Harry.
-Idę na miasto, żeby nie musieć patrzeć na te wasze ryje. Idziecie ?-skierowałam do pytanie do Niny i Vic.
-Jasne.-odpowiedziały
-Mogę iść z wami ?-zapytał Louis.
-Niee.
-No proszę.
-Okey możesz-odpowiedziała mu Victoria, na co spojrzałam na nią gniewnie.
-Jeej !-krzyknął i pobiegł na górę. Za chwilę wrócił przebrany w granatowe rurki, białą bluzkę w granatowe paski i szelki. A na nogach miał białe vansy. Kocham vansy. Dlaczego on je nosi ? Dobra nieważne . Wyszliśmy całą czwórką z domu skierowaliśmy się do samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera, a Louis kierowcy. Spojrzałam na niego ze wzrokiem mordercy.
-Nina zawsze kieruje.-powiedział groźnie.
-Dzisiaj ja kieruję.-odpowiedział i włączył radio, z którego leciała jakaś popowa piosenka.
-Weź wyłącz to gówno.-powiedziałam. Mina Louis'a zmieniła się w ułamku sekundy. Z irytującego bałwana, stał się smutnym bałwanem.
-O co chodzi ? Patrzycie się na mnie jakbym kogoś zabiła.-zapytam z lekkim strachem w głosie.
-Zdajesz sobie sprawę z tego co przed chwilą powiedziałaś ?-zapytała z wyrzutem Victoria.
-Nie.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Powiedziałaś, żeby wyłączył to gówno, a to gówno to ich piosenka-wytłumaczyła.
-Ups, no przecież nie wiedziałam
-To następnym razem uważaj co mówisz, młoda-powiedziała Victoria.
-Nie jestem młoda. Cholera, ile razy mam wam powtarzać, że macie tak nie mówić !-krzyknęłam ze złością.
-Oj, weź się nie denerwuj. Złość piękności szkodzi.-zażartowała Nina.
-A spadaj.-po jakiś piętnastu minutach naszej cudownej konwersacji dojechaliśmy do centrum handlowego.
-W tej ci ładnie.-powiedziała Nina. Na każdą mówiły, że mi ładnie, a ja musiałam wybrać coś w czym pójdę na tą głupią imprezę do Susan, koleżanki, którą szczerze mówiąc niezbyt lubiłam. No ale jak ktoś jest osobą najpopularniejszą w szkole no to musi iść. Po czterech godzinach spędzonych w przebieralniach. Wybrałam to, to, to, to, to, to, to, a na imprezę u Susan wzięłam to. Nina kupiła to, to, to i to. A Victoria wzięła to i to.
Wróciłam do domu cała obładowana torbami. Jak już zauważyłyście mam obsesję na punkcie wysokich butów. W pokoju mam garderobę z butami, i cały czas kupuję nowe. Weszłyśmy do środka, gdzie Harry i Liam oglądali telewizję. Zayn przeglądał się w lusterku, Niall właśnie opróżniał lodówkę a Susan flirtowała ze znudzonym Harry'm. Zaraz, zaraz co tu robi Susan ? No nie jeszcze tylko jej tu brakowało.
-Cześć Sam !-krzyknęła i podbiegła mnie przytulić.
-Cześć, co tu robisz ?-zapytałam, zdziwiona jej nagłym przyjściem.
-No wiesz, tak pomyślałam, że wzięłabyś na imprezę tych słodziaków, co ?-zatkało mnie. Ona chce tą bandę przygłupów na swoich urodzinach ?
-Czemu nie ? Jak się zgodzą to ich wezmę.-odpowiedziałam.
-Super, a teraz muszę już iść. A i daj numer telefonu Harre'mu.
-Spoko, z pewnością się ucieszy.-uśmiechnęłam się. Susan wyszła, a ja podeszłam do Hazzy i wręczyłam mu jej numer telefonu, na co on popatrzył na mnie wrogo. Zaśmiałam się ironicznie na ten wyraz twarzy. Zegarek wskazywał już 22.37, więc poszłam na górę. Wzięłam ciepły prysznic, umyłam zęby, przebrałam się w moją piżamę i zasnęłam.
***************************************************************
I jeest 3 rozdział. Dziękuję za te pierwsze wejścia. Na serio czy tak ciężko jest skomentować kilkoma słowami ? Nawet tymi krytycznymi, bo dają wiele energii do pisania dalszego ciągu historii. Następny rozdział może jutro, ale nic nie obiecuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz